Polityka prywatności
Piszę ten dziennik sam i nic od Ciebie nie chcę. Nie ma tu konta, komentarzy, formularza ani newslettera, więc żadnych danych mi nie podajesz.
Strona nie stawia ciasteczek i nie liczy odwiedzin. Nie wiem, kto czyta, skąd przyszedł ani ile minut spędził nad kartką. Reklam też nie ma.
Jedyne, co zostaje, to dziennik serwera, na którym stoi blog. Przy każdym wejściu serwer zapisuje, skąd przyszło połączenie (IP), o której, jaką stronę otwarto i czym (przeglądarka). Po drodze ruch przechodzi przez pośrednika, który chroni stronę przed atakami i też widzi te informacje. Zapisy są potrzebne tylko po to, żeby strona działała i żeby dało się namierzyć kogoś, kto próbuje ją popsuć. Po kilkunastu dniach serwer sam je kasuje.
RODO pozwala na to w art. 6 ust. 1 f, bo chodzi o mój uzasadniony interes: żeby nikt mi dziennika nie rozwalił. Jak chcesz wiedzieć, czy coś o Tobie tam siedzi, pytaj. Mogę to poprawić, wykasować, wstrzymać, możesz też powiedzieć, że się nie zgadzasz. A jak uznasz, że źle to robię, to jest od tego UODO.
Czyje to dane i do kogo pisać: administratorem jest Dziennik Grzegorza, serwis dziennikgrzegorza.pl, a pisać można na kontakt (małpa) dziennikgrzegorza.pl.
W kartkach bywają linki do innych stron, na przykład przepisów albo producentów. Tam rządzą ich własne zasady, za które nie odpowiadam.
Jak coś tu zmienię, poprawiona wersja stanie w tym samym miejscu.
