Sprzedałem siódemkę
Najstarszy ciągnik w firmie wyjechał w czwartek z placu do nowego właściciela. Ogłoszenie wisiało dwanaście dni. Przez ten czas odebrałem kilkadziesiąt telefonów, nauczyłem się czegoś o cenie i dowiedziałem się, że Heniek potrafi nie wyjść z hali przez całe popołudnie.
Siódemka wyjechała z placu w czwartek o szesnastej z minutami. Nowy właściciel prowadził, ja otworzyłem bramę, Wojtek stał przy kontenerze. Kapsel szczekał, bo obcy człowiek za kierownicą. Heniek był w hali. Nie wyszedł.
Kupiłem ją w 2019 roku jako czteroletnią. Piąty ciągnik w firmie, pierwszy bez kredytu pod dom. Od tamtej pory przejechała setki tysięcy kilometrów i zawsze dojeżdżała, choć ostatnio częściej na kanał niż do klienta. Decyzja zapadła we wrześniu, przy liczeniu nowego ciągnika i dwóch używanych. Teraz przyszła pora, żeby ją wykonać.
Ile jest warta jedenastoletnia ciężarówka
Myślałem, że wiem. Nie wiedziałem.
Zrobiłem trzy rzeczy. Najpierw przejrzałem ogłoszenia ciągników z tego samego rocznika i podobnym przebiegiem. Rozrzut był taki, że można było z nich wyczytać każdą cenę, jaką się chciało. Potem zapytałem dealera, od którego braliśmy nowe auto, ile by dał za siódemkę w rozliczeniu. Dał mało. Tyle, że po rozmowie z nim wiedziałem, gdzie jest dół.
Trzecia rzecz była najważniejsza. Poprosiłem Heńka, żeby spisał wszystko, co w siódemce jest do zrobienia teraz i co będzie do zrobienia w ciągu roku. Spisał na dwóch kartkach, drukowanymi literami. Sprężarka klimatyzacji do obserwacji, wycieki, które trzyma w ryzach, opony na tylnej osi na jeden sezon, kilka drobiazgów w kabinie. Beata wyceniła to po cenach z naszych faktur.
Cenę w ogłoszeniu ustaliłem tak: środek między ogłoszeniami a dealerem, minus połowa tego, co spisał Heniek. Kartki Heńka zeskanowałem i postanowiłem pokazywać każdemu, kto przyjedzie. Beata pytała, czy na pewno. Na pewno. Wolę sprzedać taniej niż odbierać telefony za trzy miesiące.
Kto dzwoni z ogłoszenia
Pierwszy telefon był po czterdziestu minutach od publikacji. Przez dwanaście dni naliczyłem ich kilkadziesiąt. Dzwoniący dzielą się na kilka grup i po tygodniu poznawałem je po pierwszym zdaniu.
- „Ostatnia cena?” Nie widział auta, nie zapytał o przebieg, chce wiedzieć, ile zejdę. Odpowiadałem, że ostatnia cena jest po obejrzeniu. Większość już nie dzwoniła.
- Handlarze, którzy kupują do eksportu. Grzeczni, konkretni, z ofertą bardzo blisko dealera. Jeden przyjechał, obejrzał, zaproponował gotówkę od ręki. Odmówiłem, ale zostawiłem numer.
- Pośrednicy, którzy „mają klienta”. Klienta nigdy nie widziałem.
- Ludzie, którzy chcą jeździć. Takich było trzech. Dwóch przyjechało.
Ten, który kupił, ma trzydzieści parę lat, jeździ od dziesięciu i właśnie zakłada firmę. Jedno auto, jedna naczepa, zlecenia od spedycji, którą zna z poprzedniej pracy. Patrzyłem na niego i widziałem siebie dziewięć lat temu, tylko z lepiej przemyślanym planem. Przeczytał kartki Heńka dwa razy, potem wszedł pod auto i oglądał to, co tam było napisane. Zapytał o sprężarkę. Heniek mu pokazał. To był jedyny raz, kiedy Heniek wyszedł z hali przy siódemce w ostatnich dniach.
Utargował niewiele. Wziął.
Papiery, zanim przekręci się kluczyk
Sprzedaż firmowego auta to więcej niż umowa i przelew. Beata miała listę, ja miałem za nią chodzić. Po kolei:
- dane z tachografu: przed sprzedażą Wojtek ściągnął z pamięci tachografu wszystko, co tam było. Dane musimy przechowywać, a po sprzedaży do auta już nie wejdziemy,
- wylogowanie firmy z tachografu kartą przedsiębiorstwa. Jeśli się tego nie zrobi, dane nowego właściciela są pod naszą blokadą i on sam ich nie odczyta. Brzmi jak drobiazg, a potrafi zepsuć komuś pierwszą kontrolę na drodze,
- urządzenia do opłat drogowych wyjęte z kabiny i wyrejestrowane z rejestracji siódemki, karty paliwowe zablokowane, lokalizator GPS zdjęty,
- faktura: auto było środkiem trwałym w firmie, więc sprzedaż idzie na fakturę z VAT. Przez KSeF, jak wszystko od tego roku,
- zawiadomienie o zbyciu pojazdu do starostwa. Na to jest trzydzieści dni, ale Beata zrobiła to w piątek, następnego dnia,
- ubezpieczenie: polisa OC przechodzi na kupującego, a ten może ją wypowiedzieć i kupić własną. Zadzwoniłem do agenta, żeby wiedział,
- licencja: siódemka znika z wykazu pojazdów firmy, a jej wypis z licencji wspólnotowej przechodzi na nowe auto, o czym pisałem tydzień temu.
Na koniec zdjęliśmy z kabiny naklejki z nazwą firmy i numer boczny. Wojtek odklejał je suszarką do włosów pożyczoną z domu, bo Beata nie pozwoliła na opalarkę. Na lakierze zostało jaśniejsze „7”. Kupiec powiedział, że mu nie przeszkadza.
Czwartek o szesnastej
Przelew przyszedł w czwartek przed południem. Beata sprawdziła trzy razy, zanim powiedziała mi, że jest. Kupiec przyjechał z kolegą, który miał odprowadzić jego osobówkę. Podpisaliśmy umowę na biurku w kontenerze, oddałem dwa kluczyki, teczkę z dokumentami i kartki Heńka.
Przed odjazdem chciał jeszcze podziękować Heńkowi. Poszedłem do hali. Heniek stał przy kanale i coś czyścił, coś, co już było czyste. Powiedział, żebym przekazał, że auto jest dobre, tylko trzeba mu słuchać sprężarki. Nie odwrócił się.
Siódemka wyjechała, skręciła w stronę drogi powiatowej i zniknęła za szkołą. Wojtek zamknął bramę. Na tablicy powrotów zmazał „7N” przy aucie Marka i napisał samo „7”. Od jutra nowe auto jest siódemką. Marek jest teraz we Włoszech i jeszcze o tym nie wie.
Heniek wyszedł z hali po osiemnastej, kiedy już nikogo nie było poza mną. Zapytał, czy kupiec wziął kartki. Powiedziałem, że wziął. Pokiwał głową i pojechał do domu.
