Plac za mały, hala za droga: jak postawiłem zadaszenie na sezon
Palety klienta w tylnej części hali, Heniek z kluczem na słońcu, naczepa w naprawie pod gołym niebem. Na rozbudowę hali mnie nie stać, a na plandekę rozpiętą między kontenerami szkoda mi ludzi. W czerwcu wybrałem trzecią drogę. Po trzech miesiącach mogę powiedzieć, jak wyszło.
Moja hala ma dwa stanowiska serwisowe, jeden kanał i tył, który miał być na opony i części. Od zeszłego roku tył to magazyn klienta od mebli. Tydzień temu pisałem, jak liczyliśmy stany w zeszycie Beaty i dlaczego od jesieni przechodzimy na skaner. Problem z liczeniem to jedno. Drugi problem jest prostszy: od wiosny do jesieni tego towaru jest więcej, niż mieści się w hali.
W maju klient zapytał, czy weźmiemy jeszcze kilkadziesiąt palet na sezon, do października. Chciałem powiedzieć tak. Nie miałem gdzie ich postawić.
Co było na stole
Usiadłem z Beatą i Heńkiem przy kontenerze i rozpisaliśmy możliwości.
Rozbudowa hali. Najbardziej trwałe, najdroższe i najdłuższe. Projekt, pozwolenia, fundamenty, konstrukcja. Zanim cokolwiek by stanęło, minąłby co najmniej rok. A potrzebowałem miejsca teraz, i to tylko na kilka miesięcy w roku. Hala stojąca pusta przez pół roku to koszt, na który mnie nie stać.
Wiata z blachy. Tańsza, ale też trwała konstrukcja, wymagająca fundamentów i formalności. Do tego wiata to dach bez ścian. Meble klienta nie mogą stać w miejscu, gdzie zacina deszcz z boku.
Plandeki na paletach, towar pod gołym niebem. Tak robią niektórzy. Ja nie chciałem. Meble to nie cegła. Wilgoć, słońce, wiatr, który szarpie plandeką przez całą noc. Klient by się nie zgodził, i miałby rację.
Magazyn zewnętrzny. Wynająć miejsce u kogoś w okolicy. Tylko że wtedy każdą paletę trzeba wozić tam i z powrotem, a cały sens tego, że klient trzyma towar u nas, jest taki, że jest blisko aut.
Hala namiotowa. Wcześniej kojarzyła mi się z weselem w remizie. Zmieniłem zdanie, kiedy zobaczyłem taką halę jako magazyn u jednego z klientów pod Wrocławiem, gdzie ładujemy. Stała od kilku lat, z bramą, przez którą wjeżdżał wózek widłowy.
Dlaczego wynajem, a nie zakup
Magazynier od tego klienta dał mi namiar na firmę, która im tę halę stawiała. Numer zapisałem po swojemu, tak jak zapisuję warsztaty i dostawców, żeby za rok wiedzieć, kto to jest. W kontaktach mam ich do dziś jako hale namiotowe Wrocław - Ekodynamic. Robią hale magazynowe, produkcyjne i eventowe, sprzedają je i wynajmują, a biuro mają na drugim końcu Wrocławia, więc dla nas to prawie po sąsiedzku. Pierwsze pytanie, jakie mi zadali, było rozsądne: na jak długo i na co. Kiedy powiedziałem, że na sezon, od czerwca do października, i że nie wiem, czy za rok klient będzie potrzebował tyle samo, rozmowa szybko zeszła na wynajem. Lekkie hale aluminiowe wynajmują właśnie na krótsze okresy, do pół roku, stalowe na dłużej.
Kupić halę też bym mógł. Beata policzyła i przy obecnej niepewności co do przyszłego sezonu wynajem jest bezpieczniejszy. Jeśli za dwa lata klient zostanie u nas na stałe i co roku będzie potrzebował tyle samo miejsca, wrócimy do rozmowy o zakupie.
Gdzie ją postawić
To okazało się trudniejsze niż wybór firmy. Plac mamy w dużej części szutrowy, utwardzony tylko przy hali. Szuter pod wózkiem widłowym z paletą to nie jest dobry pomysł, zwłaszcza po deszczu. Część utwardzona była zajęta przez naczepy.
Przestawiliśmy więc parkowanie. Naczepy stoją teraz dalej od hali, na szutrze, a na betonowym kawałku przy bocznej ścianie stanęła hala namiotowa. Wjazd od strony głównej hali, żeby wózek mógł przejeżdżać z jednej do drugiej. Heniek przez tydzień narzekał, że musi dalej chodzić do naczep. Potem przestał, bo zobaczył, co dostał w zamian.
Najwięcej pytań miałem o montaż hali namiotowej, bo nie wyobrażałem sobie, że coś takiego stanie bez wylewania fundamentów. Stanęło. Konstrukcja jest kotwiona do podłoża, a ekipa przywiozła wszystko swoim transportem i po sezonie tak samo to zabierze. Nie musiałem kombinować z dźwigiem ani szukać ludzi do pomocy.
Przed montażem zapytałem też w starostwie o formalności, bo to jednak obiekt na kilka miesięcy. Tymczasowe konstrukcje, niezwiązane trwale z gruntem, mają uproszczoną ścieżkę, ale szczegóły zależą od sytuacji i od tego, jak długo mają stać. Każdemu, kto myśli o czymś podobnym, radzę to sprawdzić u siebie, zanim ustali termin.
Jak to wyszło
Montaż poszedł sprawnie, szybciej, niż się spodziewałem. Ekipa wiedziała, co robi, i nie potrzebowała od nas niczego poza wskazaniem miejsca. Kapsel obszczekał każdego montażystę po kolei, ale nikt się nie przejął.
W hali namiotowej stoją palety klienta od mebli. Wszystkie, nie tylko te dodatkowe, bo przenieśliśmy tam cały magazyn. W głównej hali zrobiło się miejsce. Tył, który od roku był magazynem, wrócił do Heńka. Stoją tam opony na zapas, części, a przede wszystkim jest miejsce na trzecie stanowisko pracy. Nie z kanałem, ale z podnośnikiem, gdzie można robić przy naczepach w cieniu, a nie na słońcu na placu.
To był efekt, którego się nie spodziewałem. Szukałem miejsca na palety, a dostałem porządniejszy warsztat. Heniek, który w zeszłym roku w lipcu naprawiał naczepę na placu przy trzydziestu kilku stopniach, w tym roku robił to pod dachem.
Czego nauczyło mnie lato
W hali namiotowej latem jest ciepło. Jasna płachta przepuszcza sporo światła, co jest dobre, bo w dzień nie trzeba zapalać lamp. Ale w upał temperatura rośnie. W lipcu otwieraliśmy bramy na przestrzał, żeby powietrze krążyło. Meble klienta to znoszą, sprawdziłem to z nimi wcześniej. Do towaru wrażliwego na temperaturę trzeba by to przemyśleć inaczej.
Druga rzecz: wiatr. Konstrukcja jest do tego projektowana, ale ja i tak po każdej burzy obchodziłem halę i patrzyłem na kotwienie. Tak mam. Przez całe lato nic się nie ruszyło, a burz w sierpniu było kilka.
Trzecia: porządek. W namiocie łatwiej o bałagan, bo to „tymczasowe”. Pilnujemy, żeby palety stały w oznaczonych miejscach, pod system, który ruszy jesienią. Wojtek wymalował na posadzce numery stref jeszcze w czerwcu i odnawiał je dwa razy, bo wózek ściera farbę szybciej, niż myślał.
Rachunek po trzech miesiącach
Klient zapłacił za sezonowe miejsce więcej, niż płaci za stały kawałek hali, bo tak się umówiliśmy. Koszt wynajmu hali namiotowej pokrywa się z tą różnicą z zapasem. Na plus mam trzecie stanowisko serwisowe, na którym Heniek robił rzeczy, które wcześniej zlecałem na zewnątrz, i spokojniejszą głowę, bo nie muszę się martwić, że palety stoją w przejściu.
W październiku hala pojedzie. Palety wrócą na tył głównej hali na zimę, a z nimi wróci pytanie, gdzie Heniek postawi podnośnik. Już zapowiedział, że go nie odda. Będę musiał coś wymyślić, zanim przyjdzie maj i klient znowu zadzwoni.
