Dlaczego przedwiośnie męczy mnie bardziej niż zima?
Zimą wiesz, na czym stoisz: jest ślisko, jedziesz wolniej i tyle. Marzec jest gorszy, bo codziennie udaje coś innego, a ja przez piętnaście lat za kierownicą nie nauczyłem się mu ufać.
Zaczynam ten dziennik w niedzielę, bo to jedyny dzień, kiedy telefon dzwoni rzadziej niż co kwadrans. Beata mówi, że to dobry pomysł, bo przynajmniej raz w tygodniu usiądę i pomyślę, zamiast gasić pożary. Zobaczymy. Na początek coś, co chodzi mi po głowie od tygodnia.
Wszyscy narzekają na zimę. Kierowcy, dyspozytorzy, klienci, którym ładunek przyjechał dzień później, bo na D1 w Czechach stało wszystko. A ja od lat powtarzam, że zima mnie tak nie męczy jak przedwiośnie. Luty i marzec. Szczególnie marzec.
Zimą przynajmniej wiesz, co cię czeka
Kiedy jest minus dziesięć i śnieg, sprawa jest prosta. Wszyscy jadą wolniej, łańcuchy leżą pod koją, Heniek przed wyjazdem sprawdza, czy auto ma zimowe na napędzie i czy płyn do spryskiwaczy nie jest tym letnim, który zamarznie w zbiorniku pod Dreznem. Człowiek jest skupiony, bo musi.
W marcu jest inaczej. Wyjeżdżasz o czwartej z placu pod Oleśnicą, jest plus dwa, asfalt mokry. Na S8 wszystko w porządku. Za Wrocławiem, w obniżeniu przy lesie, nagle robi się szklanka, bo tam słońce jeszcze nie doszło, a w nocy przymroziło. Dwadzieścia kilometrów dalej znowu mokro. Termometr w kabinie pokazuje plus jeden, a ty nie wiesz, czy to plus jeden na asfalcie, czy tylko w powietrzu.
Takich miejsc na każdej trasie jest kilkanaście. Mosty, wiadukty, odcinki wzdłuż rzek, zakręty w lesie. Kierowca, który jeździ tą samą trasą od lat, je zna. Kierowca, który jedzie pierwszy raz, uczy się ich na własnej skórze.
Mgła, która przychodzi znikąd
Druga rzecz to mgły. W marcu rano potrafi być tak, że z kabiny nie widać znaków nad autostradą. Jarek, nasz najmłodszy kierowca, zadzwonił we wtorek z okolic Pragi, że jedzie czterdzieści na godzinę za jakimś Duńczykiem i nie wie, czy ma go wyprzedzać, czy się trzymać. Powiedziałem mu, żeby się trzymał i wyłączył radio. Jak nic nie widzisz, to przynajmniej słuchaj.
Mgła męczy bardziej niż śnieg. Po godzinie takiej jazdy oczy pieką, kark jest sztywny, a w głowie szumi. Kierowca, który ma przed sobą jeszcze pięć godzin, przejeżdża potem te pięć godzin zmęczony, choć tachograf pokazuje, że odpoczywał zgodnie z przepisami.
Błoto, dziury i woda
Po zimie drogi wyglądają jak po bombardowaniu. Nie autostrady, bo tam to się jakoś trzyma, ale dojazdy do magazynów. Wszystkie te drogi powiatowe prowadzące do strefy przemysłowej, gdzie ciężarówki jeżdżą od lat, a nikt nie łatał od lat. W marcu dziury są pełne wody i nie widać, jak są głębokie.
Zbyszek w zeszłym tygodniu wrócił z Niemiec z pękniętą felgą na naczepie. Nie w Niemczech, tylko sto metrów od naszego placu, na drodze gminnej, którą jeździmy codziennie. Heniek tylko pokręcił głową i powiedział, że on tę dziurę widzi od jesieni. Ja też ją widziałem. Myślałem, że ktoś ją zasypie przed wiosną.
Do tego dochodzi błoto na placu. Nasz plac jest częściowo utwardzony, przy hali mamy beton, a dalej szuter. W marcu szuter zamienia się w breję. Kierowca wraca w piątek, przejdzie z kabiny do kontenera biurowego i wnosi na butach pół placu. Beata, która we wtorki i piątki siedzi w kontenerze, ma na to swoje zdanie. Wyraża je głośno.
Organizm jeszcze w zimowym trybie
Jest jeszcze coś, o czym mniej się mówi. W marcu kierowcy są zmęczeni po prostu po zimie. Mało słońca przez kilka miesięcy, jedzenie z parkingów, mało ruchu. Na przełomie lutego i marca zawsze widzę, że chłopaki są bardziej drażliwi. Krótsze rozmowy przez telefon, więcej narzekania, więcej drobnych stłuczek na placach przeładunkowych.
Nie mam na to cudownego sposobu. Staram się w marcu nie wysyłać ludzi na najdłuższe trasy jeden po drugim. Marek, który od lat jeździ na Włochy, dostaje czasem w marcu tydzień bliżej, po Niemczech. Nie narzeka, bo też czuje, że mu się to przyda.
Sam, kiedy jeszcze jeździłem, miałem w kabinie zawsze termos z herbatą z cytryną i imbirem. Beata robiła mi go na cały tydzień. Nie wiem, czy imbir cokolwiek pomagał, ale ciepła herbata o piątej rano na parkingu pod Kassel to było coś, na co się czekało.
Co u nas się zmienia w marcu
Nie robię z tego wielkiej procedury, ale kilka rzeczy mamy ustalonych od lat:
- Wycieraczki i płyn. Heniek wymienia pióra na początku marca we wszystkich ośmiu autach. Po zimie są zjechane, a w marcu pada najwięcej takiego brudnego, błotnistego deszczu.
- Światła. Każdy kierowca przed wyjazdem obchodzi auto i patrzy, czy świeci wszystko. Po zimie naczepy mają zawsze coś do poprawki.
- Opony. Sprawdzamy bieżnik i ciśnienie częściej niż latem, bo dziury w marcu robią swoje. O tym, kiedy u mnie opona zjeżdża na wymianę, napiszę osobno.
- Wyjazdy trochę później. Jeśli można wyjechać o szóstej zamiast o czwartej, bo rozładunek i tak jest dopiero po południu, to kierowca wyjeżdża o szóstej. Świt robi różnicę.
Ostatni punkt to moja osobista zasada. Klient nie zawsze to rozumie, ale ja wolę, żeby kierowca przejechał najgorszy kawałek przy świetle dziennym niż żeby był wcześniej na rampie i czekał tam dwie godziny.
Najwięcej głupich zdarzeń mamy w marcu
Bo zawsze na szkoleniach mówią o zimie. Zimowe opony, łańcuchy, jak ruszać na śliskim. A nikt nie mówi, że najwięcej głupich zdarzeń mamy u siebie w firmie nie w styczniu, tylko w marcu. Wtedy, kiedy już się wydaje, że najgorsze minęło. Człowiek odpuszcza, a droga jeszcze nie.
Dzisiaj rano było u nas plus cztery i słońce. Wojtek, syn, który od przyszłego tygodnia zaczyna kurs na C+E, powiedział przy śniadaniu, że wiosna przyszła. Powiedziałem mu, żeby poczekał do kwietnia. Z tym też mam doświadczenie.
