Do wpisu

Transport bez ściemy. Z perspektywy kierowcy i właściciela.

Grzegorz - ilustracja
Grzegorz Oleśnica, 8 zestawów
Po godzinach

Wielkanoc w domu, a nie na parkingu za granicą

Piszę w Wielkanoc, przy stole, na którym zostały jeszcze resztki żurku. Wszystkie osiem aut stoi na placu. To nie przypadek, tylko efekt planowania, które zaczynam w lutym.

Grzegorz - ilustracja Pisze 4 min czytania Wpis nr 5

Pusty plac firmy transportowej w świąteczny poranek

Dzisiaj rano pojechałem na plac, zanim wszyscy wstali. Nie musiałem, ale lubię to. Osiem ciągników w rzędzie, naczepy za nimi, brama zamknięta, Kapsel wychodzi z budy i patrzy na mnie z wyrzutem, że przyjechałem bez kiełbasy. Cisza. Taki widok mam może trzy, cztery razy w roku. Wielkanoc, Boże Narodzenie, czasem długi weekend w sierpniu.

Potem wróciłem do domu, na śniadanie. Beata, Wojtek, Gosia, która przyjechała z Wrocławia, teściowa. Stół jak zawsze za duży na tyle ludzi, ale Beata mówi, że tak ma być. Przy jajku ktoś zapytał, jak to jest, że u mnie kierowcy są w święta w domu, skoro w innych firmach stoją na parkingach pod Antwerpią. Odpowiedziałem, że to kwestia kalendarza. Tu rozpiszę to dokładniej.

Zaczynam w lutym

Pierwsza rzecz: grafik na święta układam dużo wcześniej niż grafik na zwykły tydzień. W lutym siadam z kalendarzem i patrzę, kiedy wypada Wielkanoc. W tym roku wcześnie, na początku kwietnia. To znaczy, że już od połowy marca kierowcy muszą jeździć tak, żeby przed świętami zdążyli wrócić.

Po pakiecie mobilności kierowca i tak musi co kilka tygodni wracać do domu albo do bazy na odpoczynek, a auto co osiem tygodni do kraju siedziby. Te przepisy wymusiły u nas porządek, o którym jeszcze napiszę osobno. W praktyce przy świętach po prostu tak układam powroty, żeby wypadły w Wielki Czwartek albo najpóźniej w piątek.

Zakazy ruchu robią pół roboty

Druga rzecz: zakazy. W Polsce w dni ustawowo wolne od pracy ciężkie auta nie jeżdżą w ciągu dnia. W Niemczech Wielki Piątek i Poniedziałek Wielkanocny to święta, w które ciężarówki mają zakaz ruchu przez niemal całą dobę. W innych krajach też są swoje zakazy i swoje święta, a nie zawsze w te same dni co u nas.

Czyli jeśli auto ma być w domu w sobotę, to za granicą nie może zostać na czwartek wieczór, bo w piątek w Niemczech nie pojedzie. Jeśli ktoś tego nie policzy, kierowca spędzi święta na parkingu pod Kassel, jedząc jajko z automatu. Widziałem takich na parkingach, kiedy sam jeździłem. Sam też tak kiedyś spędziłem Wielkanoc, w 2006 roku, pod Bremą. Pamiętam to do dziś i nie chcę, żeby moi ludzie mieli takie wspomnienia.

Rozmowy z klientami

Trzecia rzecz, najtrudniejsza: klienci. Przed świętami wszyscy chcą wysłać wszystko. Magazyny pracują do ostatniej chwili, a zleceniodawcy dzwonią w czwartek po południu z ładunkiem na „tylko do Poznania, będzie przed nocą”.

Mówię nie. Grzecznie, ale nie. Stałych klientów uprzedzam na dwa tygodnie przed świętami, do kiedy przyjmujemy zlecenia i kiedy auta wracają. Większość rozumie, bo też mają ludzi i też chcą, żeby byli w domu. Z tymi, którzy nie rozumieją, rozmowa jest krótsza.

Raz, kilka lat temu, wziąłem takie zlecenie w Wielki Czwartek. Ładunek miał być gotowy o czternastej, był o osiemnastej. Kierowca, Rysiek, wrócił w sobotę w południe, przez całą drogę dzwonił do żony. Od tej pory mam zasadę: w Wielki Czwartek nie ładujemy niczego, co nie jest po drodze do domu.

Stół nakryty do wielkanocnego śniadania w wiejskim domu

Kto wraca, kto zostaje

Mam dziewięciu kierowców na osiem aut i nie wszyscy świętują tak samo. Wasyl ma Wielkanoc prawosławną, która w niektóre lata wypada w innym terminie niż nasza. Wtedy Wasyl bierze wolne na swoje święta, a na nasze czasem zostaje dłużej w trasie, jeśli sam chce. W tym roku oba terminy wypadły blisko siebie, więc pojechał do rodziny na dłużej, a Łukasz przejął jego auto na ostatni tydzień marca.

Kolejność wolnego na święta ustalamy na zmianę. Kto w zeszłym roku miał Boże Narodzenie w trasie albo musiał dłużej zostać przed Wielkanocą, ten w tym roku ma pierwszeństwo. Mam to zapisane w kalendarzu, bo po kilku latach nikt by nie pamiętał, a każdy by przysięgał, że to on ostatnio był pokrzywdzony.

Plac w święta

Auta na placu to też odpowiedzialność. Przed świętami Heniek robi obchód, sprawdza, czy wszystko zamknięte, czy nigdzie nie cieknie, czy naczepy są puste. Paliwo w bakach jest, a to dla złodziei zawsze pokusa. Mamy kamery i monitoring, ale i tak ktoś z nas zagląda na plac raz dziennie. W tym roku ja, bo lubię. W zeszłym Wojtek.

Po świętach jest drugi problem: wszyscy wyjeżdżają naraz. We wtorek po świętach o piątej rano osiem aut chce wyjechać przez jedną bramę, a na załadunkach w całej Europie kolejki. Dlatego wyjazdy po świętach też planuję wcześniej. Część aut rusza w poniedziałek wieczorem, kiedy w Polsce kończy się zakaz, a część we wtorek.

Po co to wszystko

Mógłbym zarobić więcej, gdybym puszczał auta w święta. Ktoś zawsze potrzebuje przewozu, a stawki przed świętami bywają lepsze. Ale kiedyś policzyłem, ile kosztuje mnie kierowca, który odchodzi, bo ma dość, i pisałem o tym przy okazji miesięcznych kosztów jednego zestawu. To dużo więcej niż kilka kursów przed Wielkanocą.

Poza tym mam swoje wspomnienie z parkingu pod Bremą. Jajko z automatu i telefon do Beaty, która przez słuchawkę opisywała mi, co jest na stole. Nie chcę tego nikomu.

Teraz idę na spacer z Gosią i Wojtkiem. Wojtek ma we wtorek jazdę na placu manewrowym, pewnie będzie chciał pogadać o cofaniu z naczepą. Gosia pewnie będzie chciała pogadać o czymkolwiek innym.

Grzegorz

Oleśnica, niedziela 5 kwietnia 2026

Więcej z działu Po godzinach