Co osiem tygodni auto wraca do bazy
Kiedy pakiet mobilności wchodził, byłem pewien, że wykończy małe firmy. Po kilku latach widzę, że zmusił mnie do porządku, którego sam bym nie zrobił. Nie znaczy to, że go lubię.
Na ścianie w kontenerze biurowym wisi u mnie duża tablica suchościeralna. Osiem wierszy, jeden na każde auto. W kolumnach tygodnie. Kolorowe kropki: zielona, kiedy auto było w bazie, czerwona, kiedy musi w niej być najpóźniej. Beata nazywa to „moim ołtarzykiem”. Wojtek zrobił mu zdjęcie i wrzucił na grupę rodzinną z podpisem „tata planuje”. Tablica wisi od 2022 roku, od kiedy obowiązuje zasada powrotu pojazdu do kraju siedziby co osiem tygodni.
Co właściwie mówi przepis
Nie jestem prawnikiem i każdy, kto prowadzi firmę, powinien przeczytać przepisy sam albo zapytać kogoś, kto się na tym zna. Ale w skrócie, jak to rozumiem i stosuję:
- Pojazd używany w przewozach międzynarodowych musi wrócić do jednej z baz eksploatacyjnych w kraju siedziby przewoźnika w ciągu ośmiu tygodni od wyjazdu.
- Kierowca ma prawo wrócić do domu albo do bazy pracodawcy regularnie, co kilka tygodni, a pracodawca musi tak zorganizować pracę, żeby to było możliwe.
- Regularnego odpoczynku tygodniowego nie wolno spędzać w kabinie. Musi być nocleg z odpowiednimi warunkami, opłacony przez pracodawcę, jeśli kierowca nie jest w domu.
- Kabotaż jest ograniczony liczbą operacji i czasem, a po jego zakończeniu auto musi odczekać kilka dni, zanim znowu wykona kabotaż w tym samym kraju.
- Do tego dochodzi delegowanie kierowców, czyli obowiązek zgłaszania i wypłacania wynagrodzenia wyrównanego do stawek kraju, w którym kierowca wykonuje określone rodzaje przewozów.
Na papierze wygląda to prosto. W praktyce każda z tych zasad dotyka planowania każdego kursu.
Osiem tygodni to dużo i mało
Dla mojej firmy osiem tygodni to w większości przypadków żaden problem. Większość aut wraca do Oleśnicy co dwa, trzy tygodnie, bo i tak wożą ładunki z Polski na zachód i z powrotem. Kłopot jest z dwoma autami, które jeżdżą głównie w relacjach między innymi krajami. Darek potrafi tygodniami krążyć między Francją, Belgią i Niemcami, bo tam jest praca, a powrót pustym autem do Polski kosztuje.
Przed 2022 rokiem nie liczyłem tego. Auto wracało, kiedy wracało. Dziś pilnuję. Kiedy na tablicy pojawia się czerwona kropka za dwa tygodnie, zaczynam szukać ładunku do Polski dla tego auta. Wcześniej, niż jest to potrzebne, bo w ostatnim tygodniu stawki na powrót zawsze wyglądają gorzej, a kierowca już wie, że musi wracać.
Kierowca też musi wracać
Powroty kierowców były dla mnie mniejszą zmianą, bo zawsze starałem się, żeby chłopaki bywali w domu. Pisałem o tym przy okazji grafiku na Wielkanoc. Ale przepis zmusił mnie do tego, żeby każdy powrót był udokumentowany. Beata trzyma w teczce każdego kierowcy informację, kiedy wrócił i gdzie spędził odpoczynek tygodniowy.
To samo dotyczy noclegów. Kiedy kierowca spędza regularny odpoczynek tygodniowy za granicą, śpi w hotelu albo w pokoju, a my płacimy. Rachunek jedzie w teczce w aucie, a kopia trafia do biura. Wspominałem przy kontroli na parkingu, że kontrolerzy za granicą pytają o to coraz częściej.
Tachograf, który wie, gdzie jesteś
Nowe tachografy same zapisują przekroczenie granicy i pozycję auta. Do tego kierowca ręcznie potwierdza kraj. Na początku były z tym nerwy, bo chłopaki zapominali, a Beata przy ściąganiu danych widziała dziury. Teraz to rutyna. Wasyl robi to lepiej niż urządzenie.
Dla mnie to też informacja. Widzę w danych z tachografu, gdzie auto było, i mogę sprawdzić, czy tablica na ścianie zgadza się z rzeczywistością. Zdarzyło się raz, że się nie zgadzała. Okazało się, że to ja źle przepisałem datę.
Co mnie to kosztuje
Nie będę udawał, że pakiet mobilności nic nie kosztuje. Kosztuje:
- Puste powroty. Czasem auto wraca bez ładunku albo z ładunkiem za grosze, bo termin goni.
- Noclegi. Hotel albo pokój dla kierowcy na odpoczynek tygodniowy za granicą to realny koszt.
- Wynagrodzenia przy delegowaniu. Beata liczy to dla każdego kierowcy w przewozach, które tego wymagają. Wyższe koszty i więcej papieru.
- Czas. Mój i Beaty. Godziny nad planowaniem i dokumentacją.
Po wprowadzeniu pakietu podniosłem stawki dla części klientów. Niektórzy zrozumieli, niektórzy odeszli do firm, które widocznie liczą inaczej. Nie żałuję.
Co mi to dało
Tu będzie niepopularna opinia. Pakiet mobilności zmusił mnie do porządku. Zanim wszedł, auta krążyły po Europie, a ja wiedziałem mniej więcej, gdzie są. Kierowcy wracali, kiedy się dało. Serwis robiliśmy wtedy, kiedy auto akurat było na placu.
Teraz, skoro auto i tak musi wrócić co najwyżej po ośmiu tygodniach, a w praktyce częściej, planuję serwis pod powroty. Heniek wie z tablicy, które auto kiedy będzie, i zamawia części wcześniej. Kierowcy wiedzą, kiedy będą w domu, i mogą to powiedzieć rodzinie. Mniej niespodzianek, mniej telefonów o północy.
Nie znaczy to, że wszystko w tych przepisach jest dla mnie sensowne. Uważam, że pisali je ludzie, którzy nigdy nie siedzieli w kabinie na parkingu pod Lille w niedzielę, kiedy wszystkie hotele w okolicy są zajęte. Ale z tym, co jest, trzeba żyć i lepiej to robić porządnie niż udawać, że problemu nie ma.
Jedna rada dla tych, co zaczynają
Jeśli zakładacie małą firmę i będziecie jeździć za granicę, zróbcie sobie taką tablicę albo arkusz od pierwszego dnia. Jedno auto to żaden kłopot, pamiętacie. Przy trzech zaczyna się mieszać, przy ośmiu bez tego nie da się żyć. A kontrola nie przyjmie tłumaczenia, że się zapomniało.
Wojtek pyta, czemu nie zrobię tego w programie. Pewnie kiedyś zrobię. Na razie tablica wisi i ma tę przewagę, że widzę ją, kiedy piję poranną kawę. Program musiałbym włączyć.
