Opony po zimie: kiedy zestaw zjeżdża u mnie na wymianę, a kiedy jeszcze jeździ
Opony to drugi największy koszt po paliwie, o którym myślę na co dzień. Po zimie przychodzi moment prawdy: co jeszcze pojeździ, co idzie na bieżnikowanie, a co na złom.
W zeszłą sobotę Heniek zrobił coś, co robi co roku w drugiej połowie marca. Wyciągnął swój stary głębokościomierz, notes w kratkę i przez cały dzień chodził od auta do auta. Osiem ciągników, dziewięć naczep, bo jedna stoi w rezerwie. Na koniec dnia położył mi notes na biurku w kontenerze i powiedział: „Panie szefie, trzy do wymiany od razu, pięć do obserwacji, reszta pojeździ”. Tak wygląda u nas przegląd opon po zimie.
Pisałem tydzień temu, że po zimie drogi wyglądają jak po bombardowaniu, i że przedwiośnie męczy bardziej niż zima. Opony widzą to pierwsze.
Trzy osie, trzy różne podejścia
Nie traktuję wszystkich opon tak samo, bo nie pracują tak samo.
Oś sterowa. Tu nie oszczędzam. Przednia oś decyduje o tym, czy auto jedzie prosto, i przy wystrzale na sterze kierowca ma najmniej czasu na reakcję. Opona na sterze zjeżdża u mnie dużo wcześniej, niż pozwalają przepisy. Nie czekam, aż bieżnik dojdzie do granicy. Jeśli widać nierówne zużycie, pęknięcia na boku albo jakiekolwiek wybrzuszenie, opona schodzi od razu.
Oś napędowa. Tu jest najwięcej do stracenia zimą, bo napęd musi trzymać na śliskim. Po zimie patrzę, ile zostało. Opona napędowa z płytszym bieżnikiem latem jeszcze spokojnie pojeździ, ale jesienią już nie. Wiem, że w Niemczech przy warunkach zimowych na osi napędowej muszą być opony z oznaczeniem zimowym, więc pilnujemy, żeby na jesień auta nie wyjeżdżały z łysymi napędami.
Naczepa. Tu jest miejsce na rozsądek. Opony naczepowe zużywają się inaczej, częściej padają od uszkodzeń niż od zużycia bieżnika. Krawężniki na rampach, wąskie wjazdy, ostre zakręty w magazynach. Na naczepach jeździmy też na oponach bieżnikowanych i nie mam z tym problemu, jeśli karkas był dobry.
Co Heniek sprawdza
Heniek ma swoją kolejność i nie da sobie jej zmienić. Kiedyś próbowałem mu dać tabelkę w Excelu. Oddał mi ją następnego dnia i wrócił do notesu.
- Głębokość bieżnika w kilku miejscach na obwodzie i w poprzek, bo nierówne zużycie mówi więcej niż sama liczba.
- Uszkodzenia boczne: przetarcia, pęknięcia, wybrzuszenia. Po zimie zawsze coś jest.
- Ciała obce w bieżniku: kamienie, śruby, kawałki szkła. Wyciąga, patrzy, czy nie przeszło głębiej.
- Wiek opony. Opona, która leży na aucie od lat i ma dobry bieżnik, bo auto mało jeździło, też się starzeje. Guma twardnieje, pęka.
- Ciśnienie. Mierzy przy zimnych oponach, rano, zanim ktoś ruszy.
Ciśnienie to osobny rozdział. Za niskie ciśnienie to wyższe spalanie, szybsze zużycie i przegrzewanie się opony. Za wysokie to gorsza przyczepność i szybsze zużycie środka bieżnika. Kierowcy mają obowiązek sprawdzać ciśnienie, ale nie będę udawał, że każdy robi to codziennie. Dlatego raz w tygodniu, jak auto jest na placu, Heniek przechodzi się z manometrem. Pięć minut na auto.
Kiedy opona jeszcze jeździ
Przepisy mówią o minimalnej głębokości bieżnika i to jest granica prawna, ale nie praktyczna. Ciężarówka z bieżnikiem na granicy przepisów w deszczu na autostradzie to nie jest coś, czym chcę jeździć. Moje zasady są proste:
- na sterze wymieniam wcześnie, bez dyskusji,
- na napędzie patrzę na porę roku: to, co wystarczy w lecie, nie zostanie na zimę,
- na naczepie jeżdżę dłużej, ale każde uszkodzenie boku kończy temat.
Opona, która jeszcze jeździ, ale nie nadaje się na daną oś, czasem się przesuwa. Opona z napędu, która ma jeszcze sporo bieżnika, ale nie chcę jej zostawiać na jesień, może pojeździć na naczepie, jeśli rozmiar pasuje. Heniek to lubi, bo ma poczucie, że nic się nie marnuje.
Bieżnikowanie
Kiedyś byłem sceptyczny. Bieżnikowane opony kojarzyły mi się z kawałkami gumy leżącymi na poboczu autostrady. Dziś jeździmy na nich na naczepach i jestem zadowolony, pod warunkiem że karkas był z dobrej opony i dobrze utrzymany. Dlatego opony, które mają szansę na bieżnikowanie, nie jeżdżą u mnie do końca. Zdejmuję je wcześniej, żeby karkas był cały.
Liczb nie podaję, bo zależą od rozmiaru, producenta i dostawcy, a ceny zmieniają się co sezon. Ale różnica w cenie między nową oponą a bieżnikowaną jest taka, że przy dziewięciu naczepach to się czuje w budżecie.
Wymiana na raty, nie hurtem
Najgorsze, co można zrobić, to doprowadzić do sytuacji, w której wszystkie auta potrzebują opon w tym samym miesiącu. Kiedyś tak mi się zdarzyło. Kupiłem w jednym roku nowe opony do pięciu aut jednocześnie, a potem przez kilka lat co wiosnę miałem ten sam problem.
Teraz rozkładam to. Heniek w swoim notesie zapisuje przebiegi i głębokości, a ja na tej podstawie wiem, które auta będą potrzebowały opon za pół roku. Kupuję wcześniej, kiedy jest okazja, i trzymam w hali. Mamy miejsce pod ścianą na kilkanaście opon i to wystarcza.
Trzy do wymiany
Wracając do notesu Heńka: trzy opony do wymiany od razu to dwie na sterze w „siódemce”, naszym najstarszym ciągniku, i jedna na naczepie po wizycie na krawężniku gdzieś pod Lipskiem. Kierowca twierdzi, że krawężnik wyrósł mu nagle z ziemi. Heniek twierdzi, że krawężnik był tam od zawsze. Nie wnikam.
Opony założone w poniedziałek, auta pojechały we wtorek. Pięć do obserwacji wrócą do tematu w maju. Wojtek, który od dwóch tygodni jeździ na kursie C+E, przyszedł w sobotę popatrzeć, jak Heniek mierzy. Nic nie powiedział, ale stał tam godzinę. Może coś z tego będzie.
