Przed majówką układam kursy pod zakazy ruchu
W tym roku pierwszy maja wypada w piątek, trzeci w niedzielę. Dla kogoś, kto jedzie nad jezioro, to prezent od kalendarza. Dla mnie to tydzień układania puzzli z ośmiu aut, dwóch krajów i jednej bramy.
W czwartek zadzwonił stały klient, ten od mebli z Oleśnicy, i zapytał, czy zdążymy z dwoma ładunkami do Niemiec przed majówką. Zanim odpowiedziałem, spojrzałem na kalendarz na ścianie i policzyłem na palcach. Zdążymy z jednym. Drugi pojedzie po weekendzie albo pojedzie ktoś inny.
Klient nie był zachwycony. Ale woli usłyszeć to w czwartek przed, niż w czwartek po, kiedy auto stoi na parkingu pod Berlinem, a rozładunek jest dopiero we wtorek.
Kalendarz na ten rok
Pierwszy maja w piątek, trzeci maja w niedzielę. W Polsce oba dni to święta, w które ciężkie auta nie jeżdżą przez większą część doby. Do tego w przeddzień święta wieczorem też obowiązują ograniczenia. W praktyce od czwartku wieczorem do niedzieli wieczorem polskie drogi są dla nas w dużej części zamknięte, a w sobotę, która formalnie jest wolna od zakazu, na drogach jest tylu urlopowiczów, że jazda i tak idzie jak po grudzie.
W Niemczech pierwszy maja też jest świętem, a niedziela to niedziela, więc zakaz jazdy dla ciężarówek obowiązuje w oba te dni. Maj w Niemczech ma zresztą więcej świąt, Wniebowstąpienie i Zielone Świątki, a w części landów także Boże Ciało. Każde z nich trzeba mieć w głowie, zanim weźmie się zlecenie.
W innych krajach, przez które jeździmy, zakazy są inne, a do tego każdy ma własne święta. Francja, Austria, Czechy, Włochy. Marek, który jeździ na południe, ma w kabinie wydrukowaną tabelkę zakazów na cały rok. Sam ją zrobił, laminował w punkcie ksero w Oleśnicy. Twierdzi, że internet w kabinie czasem nie działa, a tabelka zawsze.
Moja kolejność planowania
Planowanie majówki zaczynam od końca. Najpierw ustalam, gdzie każde auto ma być w czwartek wieczorem. Potem cofam się do poniedziałku.
- Kto ma być w domu na weekend. Połowa chłopaków chce być z rodzinami. Pozostali, jeśli są w trasie, i tak odbywają odpoczynek tygodniowy, więc lepiej, żeby spędzili go w domu niż na parkingu.
- Gdzie auta będą stać. Jeśli auto ma zostać za granicą, to musi mieć bezpieczny parking i kierowca nocleg. To musi być ustalone wcześniej, bo przed długim weekendem wszystko jest zajęte.
- Rozładunki. W czwartek przed majówką magazyny często kończą pracę wcześniej. Rozładunek zaplanowany na piętnastą może się okazać rozładunkiem na przyszły wtorek, jeśli ktoś w magazynie postanowi iść do domu.
- Załadunki na poniedziałek. Po weekendzie wszyscy chcą ruszyć naraz. Jeśli nie mam ładunku na poniedziałek ustalonego do czwartku, to w poniedziałek rano będę szukał razem z połową Polski.
Rozładunki przed weekendem: nie ufam, sprawdzam
Mam jedną zasadę, której się trzymam od lat. Przed długim weekendem dzwonię do każdego magazynu, gdzie mamy rozładunek w czwartek, i pytam wprost, do której godziny przyjmują. Nie patrzę na zlecenie, nie patrzę na awizację. Dzwonię.
Kilka razy okazało się, że zlecenie mówiło co innego niż magazyn. Raz Zbyszek przyjechał pod Frankfurt w piątek przed długim weekendem, a tam kartka na bramie, że zamknięte. Spędził trzy dni na parkingu z pełną naczepą. Klient zapłacił za postój, ale Zbyszek do dziś mi to wypomina, choć od tego czasu minęło sześć lat.
Korki i ludzie na urlopie
Majówka to nie tylko zakazy. To też osobówki na autostradach, przyczepy kempingowe, rowery na dachach. W czwartek po południu autostrada A4 w stronę Niemiec i S8 w stronę Warszawy wyglądają jak parking. Kierowca, który ma przejechać sto kilometrów, jedzie trzy godziny. Czas pracy leci.
Dlatego w czwartek przed długim weekendem nie planuję tras na styk. Jeśli auto ma być w domu, to wyjeżdża z ostatniego rozładunku tak wcześnie, jak się da, a nie po wypiciu kawy z magazynierem.
Po weekendzie jest to samo w drugą stronę. W niedzielę wieczorem zakaz się kończy, a wtedy wszystkie auta ruszają naraz. Na parkingach przy granicy z Niemcami o dwudziestej drugiej zaczyna się wyścig. Moje auta wyjeżdżają w poniedziałek rano albo w niedzielę późną nocą, po wyścigu, jeśli kierowca chce. Nie zmuszam.
Co z kursami krajowymi
Rysiek jeździ głównie po Polsce i dla niego majówka to zwykle wolne. W tym roku ma wolne od czwartku do poniedziałku, bo po kraju w piątek i tak się nie pojedzie, a w sobotę nie ma dla nas sensownych zleceń. Rysiek się nie skarży. Zresztą w długi weekend kursy krajowe i tak nie mają sensu: magazyny zamknięte, klienci na urlopach, a te, które pracują, chcą wszystkiego na wczoraj i za pół ceny. Ma działkę i wnuki, i jak mówi, wreszcie zrobi porządek z altanką.
Kogoś zawsze trzeba zawieść
Nie da się zrobić wszystkiego. Klient od mebli chciał dwa ładunki, dostanie jeden przed, jeden po. Jeden kierowca chciał być w domu, ale będzie w poniedziałek, bo jego auto musi skończyć kurs we Francji, a tam zakazy wypadają inaczej. Rozumie. Ma wolne w następnym tygodniu.
Przy każdym długim weekendzie wraca do mnie to samo pytanie, które zadawałem sobie przy Wielkanocy: ile mogę zarobić, puszczając auta w trasę, a ile stracę, jeśli ludzie będą mieli dość. Od kilku lat odpowiedź jest taka sama. Wolę stracić jeden kurs niż jednego kierowcę.
W piątek pierwszego maja idziemy z Beatą na działkę. Telefon wezmę, bo muszę. Ale może chociaż raz nie zadzwoni.
