Do wpisu

Transport bez ściemy. Z perspektywy kierowcy i właściciela.

Grzegorz - ilustracja
Grzegorz Oleśnica, 8 zestawów
Firma od kuchni

Syn robi C+E: ile kosztuje kurs i czy to się firmie opłaca

Wojtek ma 23 lata i od marca jeździ na kurs C+E. Płacę ja, czyli płaci firma. Beata zapytała, czy to inwestycja, czy prezent. Odpowiedziałem, że jedno i drugie, i że policzę.

Grzegorz - ilustracja Pisze 4 min czytania Wpis nr 8

Ciężarówka nauki jazdy z naczepą na placu manewrowym

Trzeci maja, niedziela, długi weekend. Siedzę na tarasie, Beata na działce, Wojtek śpi po sobotniej imprezie u kolegi. Ma do tego prawo, w piątek miał dwie godziny jazdy z instruktorem i wrócił zadowolony, że pierwszy raz cofnął naczepę do rampy za pierwszym podejściem. Instruktor powiedział, że to przypadek. Wojtek powiedział, że talent. Ja myślę, że prawda jest pośrodku, bliżej przypadku.

Od marca syn robi prawo jazdy kategorii C+E. Chcę tu zapisać, ile to kosztuje, bo dużo ludzi mnie o to pyta, i co z tego ma firma. Uczciwie, z plusami i minusami.

Skąd Wojtek w ogóle w firmie

Wojtek nie miał być kierowcą. Po technikum poszedł na studia, informatyka we Wrocławiu. Po dwóch latach wrócił i powiedział, że to nie dla niego. Przez rok pracował u mnie na placu: przestawiał naczepy manewrówką, pomagał Heńkowi, odbierał telefony, kiedy mnie nie było. Potem sam przyszedł i powiedział, że chce zrobić prawo jazdy na ciężarówkę.

W zeszłym roku zrobił kategorię C i kwalifikację wstępną. Przez kilka miesięcy jeździł solówką po okolicy, trochę na zlecenia lokalne, trochę jako pomoc przy przeprowadzkach klienta od mebli. Teraz robi C+E, czyli ciągnik z naczepą, to, czym naprawdę jeździmy.

Ile to kosztuje

Ceny kursów różnią się w zależności od szkoły i miasta, więc nie podaję kwoty co do złotówki. Mogę powiedzieć, z czego to się składa u nas:

  • Kurs C+E w ośrodku szkolenia kierowców. Kilka tysięcy złotych. Sama kategoria C+E to przede wszystkim jazdy praktyczne, plac manewrowy i jazda w ruchu.
  • Egzamin państwowy w WORD. Osobna opłata, za teorię i praktykę. Jeśli Wojtek obleje praktykę, płacimy jeszcze raz.
  • Badania lekarskie i psychotechniczne. Robił w zeszłym roku przy kategorii C, więc teraz odpadły.
  • Kwalifikacja wstępna. Też w zeszłym roku. Kosztowała więcej niż kurs C+E, i to był najdroższy element całej drogi. Dobrze, że jest raz na grupę kategorii, a nie osobno na każdą.
  • Czas. Wojtek jeździ na kurs w dni robocze. Przez te godziny nie ma go na placu, a ktoś musi przestawiać naczepy.

Razem z zeszłorocznymi kosztami kategorii C i kwalifikacji to suma, za którą można by kupić porządne używane auto osobowe. Nie mało. Ale mniej niż koszt jednego kierowcy, który odchodzi po trzech miesiącach, bo znalazł lepszą ofertę. O tym, ile kosztuje mnie rotacja, pisałem przy okazji kosztów jednego zestawu.

Młody kierowca przy naczepie podczas nauki sprzęgania zestawu

Czy firmie się to opłaca

Beata pyta mnie o to od marca. Robi to z uśmiechem, ale pyta poważnie, bo to ona pilnuje, żeby firma miała pieniądze na raty. Mam dla niej trzy odpowiedzi.

Pierwsza: kierowców brakuje. Każdy, kto prowadzi firmę transportową, to wie. Znalezienie dobrego kierowcy na zestaw trwa u mnie miesiącami. Kierowcy starzeją się szybciej, niż przychodzą nowi. Rysiek za kilka lat pójdzie na emeryturę, Zbyszek też nie jest już najmłodszy. Wojtek z prawem jazdy C+E to jeden problem mniej za kilka lat.

Druga: Wojtek zna firmę. Wie, gdzie jest co na placu, zna Heńka, zna kierowców, zna klientów. Nie muszę go uczyć, jak u nas działają teczki z dokumentami, jak planujemy powroty aut, gdzie są pasy. Przyjdzie na zestaw i od pierwszego dnia będzie w domu.

Trzecia, najważniejsza: nie wiem, czy Wojtek chce jeździć całe życie. I nie musi. Ale jeśli kiedyś ma przejąć firmę, to musi wiedzieć, jak wygląda robota z kabiny. Ja przejechałem piętnaście lat, zanim założyłem firmę, i to mi się przydaje każdego dnia. Wiem, kiedy kierowca mówi prawdę, a kiedy ściemnia. Wiem, co znaczy dziewięć godzin jazdy z korkiem pod Berlinem. Wojtek też powinien to wiedzieć, choćby przez rok, dwa.

Ryzyka, o których myślę

Są też minusy i nie chcę udawać, że ich nie widzę.

Wojtek może zrobić prawo jazdy, pojeździć pół roku i stwierdzić, że to nie dla niego. Wtedy pieniądze są wydane, a kierowcy dalej nie ma. Mogę to przeżyć. Prawo jazdy zostaje, a doświadczenie też.

Wojtek może też zrobić prawo jazdy i pójść do innej firmy, bo tam zapłacą więcej albo będzie jeździł daleko od ojca. To też mogę przeżyć, choć by mnie zabolało. Nie mam w umowie żadnej lojalki. Nie chcę mieć syna, który jeździ u mnie, bo musi.

Jest jeszcze ryzyko, o którym mówi Beata: że będę go traktował inaczej niż resztę kierowców. Lepiej albo gorzej. Obiecałem, że nie. Beata się uśmiechnęła i powiedziała, że będzie pilnować. Zna mnie.

Jak to wygląda z perspektywy reszty ekipy

Kiedy powiedziałem kierowcom, że Wojtek robi C+E, reakcje były różne. Marek powiedział, że wreszcie ktoś młody. Zbyszek powiedział, że syn szefa to zawsze syn szefa, i poszedł do auta. Jarek, który ma 29 lat i jest u nas najmłodszy, zaproponował, że pierwszy kurs Wojtek może zrobić z nim, pokaże mu, jak się jeździ po Czechach.

Heniek nie powiedział nic, ale od marca zabiera Wojtka na kanał, kiedy robi przeglądy. Uważa, że kierowca, który nie wie, jak wygląda jego auto od spodu, nie jest kierowcą. Trudno się z nim nie zgodzić.

Na razie

Egzamin będzie pewnie w sierpniu albo we wrześniu, zależy od terminów w WORD i od tego, jak szybko Wojtek nauczy się cofać nie przypadkiem. Obiecałem mu, że pierwszy kurs po zdaniu zrobimy razem. On za kierownicą, ja na fotelu pasażera. Już się boję. Nie o niego, o siebie, czy wytrzymam i nie będę komentował każdego hamowania.

Grzegorz

Oleśnica, niedziela 3 maja 2026

Więcej z działu Firma od kuchni