Do wpisu

Transport bez ściemy. Z perspektywy kierowcy i właściciela.

Grzegorz - ilustracja
Grzegorz Oleśnica, 8 zestawów
Po godzinach

Trzy ary pod Oleśnicą, czyli gdzie odpoczywam od firmy

Przez piętnaście lat za kierownicą nauczyłem się spać wszędzie, jeść wszystko i nie myśleć o niczym. Odpoczywać nauczyłem się dopiero na działce. Trochę dzięki Beacie, trochę dzięki beczce po oleju.

Grzegorz - ilustracja Pisze 4 min czytania Wpis nr 9

Altanka na działce pod Oleśnicą w majowym słońcu

Działkę kupiliśmy z Beatą dwanaście lat temu, jeszcze zanim założyłem firmę. Kilka kilometrów od domu, na skraju lasu, za Oleśnicą. Trzy ary trawy, stara jabłonka i rozpadająca się szopa po poprzednim właścicielu. Beata chciała mieć gdzie sadzić pomidory, bo w ogródku przy domu nie było słońca. Ja chciałem mieć gdzie siedzieć, jak wrócę z trasy, i nie słyszeć niczego, co ma silnik.

Dziś jest tam altanka, którą stawiałem trzy lata, bo robiłem ją tylko wtedy, kiedy byłem w domu. Są grządki Beaty, jest ta sama jabłonka, a przy ogrodzeniu stoi moja wędzarnia z beczki po oleju. O wędzarni później.

Pierwszy dzień w domu jest do niczego

Kto jeździł w międzynarodówce, ten wie. Wracasz w piątek po dwóch, trzech tygodniach, parkujesz auto, jedziesz do domu. I nie wiesz, co ze sobą zrobić. Ciało jeszcze w trybie kabiny. Budzisz się o czwartej, bo tak jesteś przyzwyczajony. Jesz o dziwnych godzinach. Chodzisz po domu i wszystko wydaje ci się za duże.

Beata to znała przez lata. Mówiła, że pierwszego dnia jestem jak gość, który nie wie, gdzie są talerze. Drugiego zaczynam się rządzić. Trzeciego jest dobrze, a czwartego wyjeżdżam.

Kiedy jeździłem, działka była na drugi dzień. Pierwszy dzień był na sen i na rodzinę. Drugi na działkę. Brałem łopatę, kosiarkę, cokolwiek, i przez kilka godzin robiłem coś rękami, co nie było kierownicą, telefonem ani papierami. Po takim dniu spałem jak dziecko. Pierwszy raz od tygodni bez budzenia się o czwartej.

Praca rękami, która nie jest pracą

Nie jestem ogrodnikiem. Beata jest. Ja jestem od ciężkich robót: kopanie, noszenie, koszenie, stawianie. Altankę budowałem sam, z desek, które kupiłem od znajomego stolarza, i z dachem z papy. Krzywa jest trochę na prawo. Beata mówi, że to jej urok. Heniek, który raz przyjechał zobaczyć, powiedział, że gdyby naczepa tak stała, to by jej nie wypuścił z placu.

Ale o to chodzi. Na działce nic nie musi być idealne. Nikt nie liczy godzin, nikt nie dzwoni, że rozładunek przesunął się na jutro. Jeśli dziś nie skończę, skończę w przyszłym tygodniu. W firmie tego luksusu nie mam nigdy. Tam każda rzecz ma termin, a każdy termin ktoś pilnuje, najczęściej ja sam. Na działce jedynym terminem jest zachód słońca, bo w altance nie ma prądu.

Domowa wędzarnia z beczki na działce

Wędzarnia z beczki

Wędzarnię zrobiłem kilka lat temu z beczki, którą przywiózł z jakiegoś warsztatu Zbyszek. Wypaliłem ją, wyczyściłem, zrobiłem palenisko z cegieł i komin z rury. Wędzę kiełbasę, boczek, czasem ryby, które Rysiek przywozi znad jeziora. Wychodzi różnie. Pierwsze partie były do wyrzucenia. Teraz jest dobrze, choć Beata twierdzi, że jej ojciec robił lepszą.

Wędzenie to dla mnie coś więcej niż jedzenie. Trzeba pilnować ognia kilka godzin. Siedzisz przy beczce, dokładasz drewna, patrzysz na dym. Nie da się tego przyspieszyć. Człowiek, który przez tydzień liczył minuty w tachografie i czekał na rampach, siedzi przy beczce i czeka, bo tak trzeba. Trochę jak medytacja, tylko z boczkiem.

Telefon w altance

Od kiedy prowadzę firmę, odpoczynek jest trudniejszy niż wtedy, kiedy jeździłem. Kierowca w domu jest w domu. Właściciel firmy w domu jest w firmie, tylko na odległość. Telefon dzwoni: auto zepsute pod Dortmundem, klient pyta o ładunek, kierowca nie może znaleźć parkingu.

Z Beatą mamy umowę. Na działce telefon leży w altance, na półce, na głośnym dzwonku. Nie noszę go w kieszeni. Jeśli zadzwoni, odbieram. Jeśli nie zadzwoni, nie sprawdzam co pięć minut, czy nie zadzwonił. Brzmi prosto, a przez pierwsze miesiące było dla mnie trudniejsze niż zrobienie prawa jazdy.

Pomaga to, że w firmie mam ludzi, którym ufam. Heniek wie, co robić, kiedy coś się psuje na placu. Beata zna wszystkich klientów. Wojtek coraz częściej odbiera telefony od kierowców i sam rozwiązuje drobne sprawy. Coraz rzadziej ktoś musi dzwonić do mnie.

Co mówię kierowcom

Moi kierowcy mają swoje sposoby. Marek łowi ryby. Rysiek, jak pisałem przy majówce, ma działkę, wnuki i altankę, którą remontuje od lat. Wasyl gra w piłkę w lidze amatorskiej w Oleśnicy, kiedy jest w domu. Jarek jeździ na rowerze, i to daleko, co mnie zawsze dziwi, bo przez cały tydzień siedzi.

Nie mówię nikomu, jak ma odpoczywać. Ale mówię jedno: odpoczynek tygodniowy to nie jest czas na dorabianie. Kilku kierowców w historii firmy próbowało w weekendy jeździć gdzieś na czarno albo pracować na budowie. Kończyło się zmęczeniem, a zmęczony kierowca w poniedziałek to kierowca, który może nie dojechać. Przepisy o odpoczynku nie są po to, żeby było ładnie w tachografie.

Maj na działce

Dziś rano byłem na działce od siódmej. Beata wysadziła pomidory, ja skosiłem trawę i naprawiłem furtkę, która od zimy się nie domykała. Jabłonka kwitnie, pszczoły od sąsiada latają. Telefon zadzwonił raz, Wojtek pytał o paletę, którą ktoś zostawił przy hali. Wiedział, co zrobić, zadzwonił tylko, żeby się upewnić.

Po południu wędzę. Boczek leży w zalewie od czwartku. Jutro rano będzie wiadomo, czy tym razem wyszedł lepiej niż u teścia. Beata mówi, że nie wyjdzie. Ja mówię, że tym razem wyjdzie. Tak jest od lat i nikt nie zamierza tego zmieniać.

Grzegorz

Oleśnica, niedziela 10 maja 2026

Więcej z działu Po godzinach