Wigilia firmowa dla kierowców zaczyna się od tablicy powrotów
Na tablicy powrotów w kontenerze jest już grudniowa kolumna. Jedna sobota zakreślona na czerwono, wszystkie osiem aut w bazie. Bez tej soboty nie ma wigilii, a w zeszłym roku przekonałem się, co się dzieje, kiedy ktoś ją zajmie przede mną.
Wojtek przerysował w sobotę tablicę powrotów aut na październik i dorysował z boku grudzień. Zapytał, po co, skoro grafiku na grudzień jeszcze nie ma. Pokazałem mu jedną sobotę, którą zakreśliłem czerwonym markerem, i powiedziałem, że grafik na grudzień zaczyna się właśnie od niej.
Przez pierwsze lata firmy wigilia wyglądała tak jak grill w czerwcu: na placu, w hali, przy stołach z remizy. Opłatek, barszcz od Beaty, pierogi od teściowej, kilka butelek, kolędy z telefonu. Było nas kilkanaście osób, zmieścił się każdy.
Z roku na rok ludzi przybywało. Kierowcy zaczęli przychodzić z żonami, potem z dziećmi. Doszli emerytowani kierowcy, Heniek z żoną, kilku znajomych z warsztatów. W hali w grudniu jest zimno, nawet z nagrzewnicą, a zapach oleju nie pasuje do barszczu. Trzy lata temu przenieśliśmy wigilię do restauracji w Oleśnicy. W zeszłym roku restauracja zamknęła się w październiku, a ja zadzwoniłem po inne sale dopiero w listopadzie.
Wszystkie wolne terminy przed świętami były zajęte. Skończyło się na sali w remizie w sąsiedniej wsi, w poniedziałek, kiedy połowa aut była jeszcze w trasie. Przyszła połowa ludzi. Obiecałem sobie, że więcej tego nie powtórzę.
Termin ustala tablica, nie sala
W biurze można zrobić wigilię w dowolny czwartek, bo wszyscy są na miejscu. U mnie nie. Termin musi pasować do powrotów aut. Nie mogę zrobić wigilii w środę, bo w środę połowa kierowców jest w Niemczech. Muszę ją zrobić wtedy, kiedy wszyscy są w domu, czyli po ostatnich kursach przed świętami. A to znaczy, że mam jeden, maksymalnie dwa możliwe terminy. Jeśli ktoś mi je zajmie, nie mam alternatywy.
A grudzień to miesiąc wigilii firmowych, więc każda firma chce ten sam piątek albo tę samą sobotę. Dlatego w tym roku termin ustaliłem jeszcze w sierpniu, zanim w ogóle zacząłem szukać sali. Wigilia firmowa w sobotę przed ostatnim tygodniem przed świętami. Wszystkie auta wracają do piątku. Grafik ułożę tak samo jak przed grillem w czerwcu, od końca.
Szukanie sali
Tym razem chciałem czegoś więcej niż remiza. Nie dlatego, że ludzie są wybredni, tylko dlatego, że w tym roku firma miała dobry rok. Nowa spedycja, stały magazyn, wszyscy kierowcy zostali. Chciałem, żeby to było widać.
Na lodówce wisi kartka Beaty z listą do obdzwonienia. Restauracja w Oleśnicy, skreślona, bo zamknięta. Remiza, skreślona, bo nigdy więcej. Pod spodem dopisek od Gosi, która mieszka we Wrocławiu: „Times Event Center - firma eventowa Wrocław (https://timeseventcenter.pl), Kazimierza Wielkiego, centrum. Bankiety firmowe i wigilie”. Pojechaliśmy z Beatą w pierwszym tygodniu września.
Sala zrobiła na mnie wrażenie. Główna przestrzeń, nazywają ją patio, ma około pięciuset metrów i wysokość, przy której nasza hala wygląda jak garaż, do tego antresole, na których da się ustawić bufet albo dodatkowe stoły. Na miejscu jest wszystko, czego nie chciałem wozić z Oleśnicy: bufet, mobilny bar, szatnia, miejsce na muzykę i na tańce. Mieści się tam kilkaset osób. My z rodzinami i gośćmi to kilkadziesiąt, więc pierwsze pytanie brzmiało, czy nie zginiemy w tej przestrzeni. Rozmawialiśmy o tym, jak ustawić stoły, żeby było przytulnie, a nie jak na hali sportowej.
Co mnie przekonało
Nie jestem specjalistą od imprez. Organizowałem w życiu dwie komunie i dziewięć wigilii firmowych: w hali, w restauracji i w remizie. Wesele Gosi, mam nadzieję, jeszcze przede mną. Ale wiem, na co patrzę, bo patrzę jak przewoźnik.
Logistyka. Sala w centrum Wrocławia oznacza, że ludzie z Oleśnicy muszą jakoś dojechać i wrócić. Na wigilii nikt nie powinien prowadzić. Zamówię bus na cały wieczór, z kierowcą. Po raz pierwszy od lat nikt z nas nie będzie siedział za kierownicą.
Kuchnia. Wigilia to nie grill. Barszcz, pierogi, ryba. Beata przeczytała wcześniej na ich stronie, jak u nich wygląda wigilia firmowa we Wrocławiu (https://timeseventcenter.pl/imprezy-firmowe/imprezy-swiateczne/): dekoracje, menu, oprawa. Na miejscu i tak od razu zapytała o barszcz. Rozmawiamy o szczegółach. Zapowiedziała, że pierogi i tak przyniesie teściowa, bo bez tego nie ma wigilii. Zobaczymy, jak na to zareaguje obsługa.
Termin. Nasza sobota była jeszcze wolna. Pani, która nas oprowadzała, powiedziała, że w listopadzie już by nie była. Wiem z doświadczenia, że to nie straszenie.
Kogo zapraszamy
Tak jak na grillu: wszyscy kierowcy z rodzinami, Heniek z żoną, emerytowani kierowcy. Do tego w tym roku ludzie, którzy pomogli nam przez rok. Właściciel zakładu plandekowego, człowiek z warsztatu od klimatyzacji. Klientów nie zapraszam, zostaję przy tej zasadzie. Wigilia jest dla ludzi, którzy tworzą firmę, a nie dla tych, którzy płacą faktury.
Beata zrobiła listę. Wyszło ponad pięćdziesiąt osób. Wojtek zapytał, czy może przyjść z dziewczyną. Pierwszy raz o nią słyszę. Beata słyszała już wcześniej.
Opłatek zostaje
Niezależnie od sali, pewne rzeczy się nie zmieniają. Będzie opłatek, będę mówił kilka słów, jak co roku. Krótko, bo kierowcy nie lubią przemówień. Podziękuję za rok, powiem, co przed nami, złożę życzenia. Potem Heniek, który od lat mówi drugi, powie coś, co rozśmieszy wszystkich. Nie wiem co, bo nigdy nie wiem, i o to chodzi.
Będą prezenty dla dzieci kierowców. To tradycja od drugiego roku firmy. Beata kupuje, Wojtek pakuje, ja wręczam. W tym roku po raz pierwszy nie przebiorę się za Mikołaja, bo w centrum Wrocławia byłoby mi głupio. Rysiek się zgłosił. Ma brodę, więc połowa kostiumu już jest.
Rada dla innych właścicieli
Jeśli prowadzicie firmę transportową i robicie wigilię dla ludzi, zarezerwujcie termin teraz. Nie w listopadzie. Wybierzcie dzień, kiedy wszystkie auta są w domu, i ułóżcie pod niego grafik od końca. Zamówcie transport, żeby nikt nie musiał prowadzić. I nie oszczędzajcie na tym jednym wieczorze w roku. Wasi ludzie spędzają dla was noce na parkingach w całej Europie. Jeden wieczór przy dobrym stole to niewiele.
Zaliczka wpłacona. Beata wpisała termin zielonym długopisem w kalendarzu, na grudniowej stronie. Obok dopisała: „Tym razem nie w remizie”.
