Raz w roku zamykamy bramę wcześniej i rozpalamy grilla
W sobotę o piętnastej zamknąłem bramę, Heniek rozpalił grilla w beczce, a Kapsel od rana wiedział, że coś się szykuje. Raz w roku na placu nie ma tras, zleceń ani tachografów. Są rodziny i kiełbasa.
Pierwszy grill zrobiliśmy w drugim roku firmy. Miałem wtedy trzy auta, trzech kierowców i Heńka, który dopiero przyszedł z PKS-u. Kupiłem kiełbasę, Beata zrobiła sałatkę, usiedliśmy na paletach przy starym kontenerze. Trwało to dwie godziny. Ktoś zaproponował, żeby zrobić tak co roku.
Dziś to już tradycja. Druga sobota czerwca, brama zamknięta o piętnastej, na placu stoły od znajomego, który robi imprezy w remizie, a w hali, na wypadek deszczu, rozstawione ławki. W tym roku przyszło ponad czterdzieści osób. Część z nich poznałem dopiero tego dnia, bo o żonach i dzieciach kierowców wiem głównie z opowieści przez telefon. Dopiero na placu imiona zamieniają się w twarze.
Dlaczego w czerwcu
Próbowaliśmy różnych terminów. W lipcu i sierpniu połowa ludzi jest na urlopach albo w trasie na południe. We wrześniu robi się zimno wieczorem. Maj ma majówkę, a początek czerwca Boże Ciało, które w części Niemiec też jest świętem i miesza w grafikach. Druga połowa czerwca to już wakacje szkolne, rodziny wyjeżdżają.
Druga sobota czerwca okazała się najlepsza. Jest ciepło, dni długie, dzieci jeszcze w szkole, więc nikt nie wyjechał na wakacje. A ja mam jeszcze czas, żeby ułożyć grafik tak, żeby wszystkie auta w piątek wieczorem wróciły do Oleśnicy. Planuję to od maja, podobnie jak powroty przed świętami, o których pisałem przy Wielkanocy.
Kto przychodzi
Wszyscy kierowcy z rodzinami, jeśli chcą. Heniek z żoną. Beata, Wojtek, Gosia, która przyjechała z Wrocławia. Kilku emerytowanych kierowców, którzy u mnie kiedyś jeździli. W tym roku także dwóch ludzi z warsztatu w Oleśnicy, który robi nam klimatyzację, i sąsiad z działki obok placu, który od lat znosi nasze ciężarówki o czwartej rano.
Klientów nie zapraszam. To nie jest impreza firmowa w tym sensie. To jest spotkanie ludzi, którzy przez cały rok pracują razem, ale widzą się głównie przez telefon.
Heniek i beczka
Grill jest Heńka. Nie mój. Ja mam wędzarnię na działce, o której pisałem przy odpoczynku na działce, ale na placu rządzi Heniek. Ma swoją beczkę przeciętą wzdłuż, na nóżkach, spawaną własnoręcznie. Rozpala o czternastej, pilnuje żaru, obraca kiełbasy i nie pozwala nikomu dotknąć szczypiec.
W tym roku zrobił coś nowego: karkówkę marynowaną od czwartku w piwie i czosnku. Zniknęła w dwadzieścia minut. Zbyszek próbował wyciągnąć od niego przepis. Heniek powiedział, że przepis dostanie, jak on, Heniek, przejdzie na emeryturę. Heniek ma sześćdziesiąt dwa lata i o emeryturze nie chce słyszeć, więc Zbyszek może poczekać.
Co się dzieje na takim grillu
Nic szczególnego, i o to chodzi. Dzieci kierowców wchodzą do kabin i trąbią. W tym roku pozwoliłem, bo Heniek odłączył klaksony w dwóch autach, które stały najbliżej. Żony kierowców rozmawiają ze sobą, bo znają się głównie z opowiadań. Kierowcy rozmawiają o trasach, ale inaczej niż przez telefon. Bez pośpiechu, bez tachografu.
Wasyl przyprowadził w tym roku żonę i córkę, które przyjechały na wakacje z Ukrainy. Mała przez pół popołudnia chodziła za Kapslem. Kapsel był zachwycony, bo ktoś mu wreszcie rzucał patyk bez przerwy.
Jarek przyszedł z dziewczyną, którą nam przedstawił pierwszy raz. Marek opowiadał, jak w latach dziewięćdziesiątych jeździł starym jelczem do Niemiec i na granicy czekało się dobę. Dzieci słuchały, jakby opowiadał o średniowieczu. Wojtek siedział z Rysiekiem i wypytywał go o jazdę z naczepą po wąskich drogach. Rysiek był dumny, że ktoś go pyta.
Kilka zasad
Nie ma ich dużo, ale są:
- Nikt w sobotę nie jedzie w trasę. Grafik układam tak, żeby nikt nie musiał wyjeżdżać w sobotę wieczorem ani w niedzielę rano.
- Alkohol z umiarem. Każdy jest dorosły, ale to plac firmy, a nie dyskoteka. W dziewięć lat nie było z tym ani razu problemu.
- Nie rozmawiamy o pieniądzach. Podwyżki, stawki, premie, na to są inne dni. Kto przyjdzie z tym na grilla, dostaje karkówkę i uprzejme przypomnienie.
- Telefon z zamówieniami odbiera Beata. Ja mam wolne. Beata tak zarządziła kilka lat temu, bo zauważyła, że spędzam pół grilla z telefonem przy uchu. W tym roku zadzwonił raz.
Po co to wszystko
Beata policzyła kiedyś, ile kosztuje grill. Mięso, napoje, stoły, sprzątanie. Wyszło trochę. Nie pytam, bo wiem, że warto.
Kierowca w międzynarodówce jest sam przez większość tygodnia. Firma to dla niego telefon ode mnie, wiadomość od Beaty w sprawie papierów i Heniek, jak auto jest na placu. Raz w roku może zobaczyć, że to są ludzie, a nie tylko głosy w słuchawce. Jego rodzina może zobaczyć, gdzie on pracuje i z kim.
Kierowcy nie odchodzą z firmy, bo zabrakło im grilla. Ale odchodzą, kiedy czują, że są tylko numerem w tabelce. Nie mam złudzeń, że kiełbasa to zmieni. Ale jedno popołudnie w roku, kiedy siedzimy razem przy stole, a nie przez telefon, coś mówi.
O dwudziestej drugiej Heniek zgasił beczkę. Wojtek z Jarkiem pozbierali śmieci. Zamknąłem bramę. Kapsel poszedł spać z brzuchem pełnym kiełbasy, którą dostawał od wszystkich po kryjomu. Na placu zostały tylko stoły do oddania w poniedziałek i zapach dymu z beczki Heńka, który trzyma się jeszcze do środy. W poniedziałek o piątej rano pierwsze auto wyjeżdża do Niemiec.
