Zacisk hamulca w naczepie: kiedy do serwisu, zanim skończy się regeneracją osi
Gorące koło po zjeździe z autostrady, zapach, którego nie da się pomylić z niczym innym, i dym spod błotnika na parkingu pod Bolesławcem. Zacisk w naczepie daje sygnały wcześnie. Jak się je przegapi, rachunek przychodzi za oś.
W środę po szesnastej zadzwonił Zbyszek. Wracał z Niemiec, za Zgorzelcem poczuł zapach, ale pomyślał, że to od kogoś z przodu. Pod Bolesławcem zjechał na parking, bo zapach nie mijał, a w lusterku zobaczył coś, co wyglądało jak dym spod prawego błotnika naczepy. Druga oś, prawe koło. Piasta tak gorąca, że nie dało się podejść z ręką bliżej niż na kilkanaście centymetrów.
Zbyszek marudzi o wszystkim, ale nie panikuje. Tym razem głos miał inny niż zwykle.
Jak to wygląda z kabiny
Kierowca w ciągniku nie czuje naczepy tak, jak czuje własne auto. Hamulce w naczepie działają, ciągnik hamuje, zestaw się zatrzymuje. Jeśli jeden zacisk z sześciu przestaje odpuszczać, kierowca często nie zauważy niczego w prowadzeniu. Dlatego u mnie uczymy się szukać objawów poza kabiną.
Te, które znam z doświadczenia:
- Jedno koło wyraźnie cieplejsze od innych po dłuższej jeździe. Hamulec, który się nie odpuszcza, cały czas trze, a tarcza i piasta się grzeją.
- Zapach spalenizny przy kole po postoju. Nie da się go pomylić z niczym innym, jak już się go raz poczuło.
- Nierówne zużycie klocków. Na jednej osi prawie nowe, na drugiej zjechane do blachy. Albo w jednym zacisku klocek wewnętrzny inny niż zewnętrzny.
- Wyższe spalanie bez wyraźnego powodu. Naczepa, która cały czas lekko hamuje, to kilka litrów więcej na setce.
- Przebarwiona tarcza, niebieskawa, z pęknięciami na powierzchni. To już sygnał, że było gorąco przez dłuższy czas.
W kwietniu Darek przywiózł z Francji naczepę z zapieczonym zaciskiem. Złapaliśmy to na placu, bo zatrąbił przy bramie, skończyło się na zacisku, klockach i tarczy. Od tamtej pory Heniek przy cotygodniowym obchodzie z manometrem, o którym pisałem przy przeglądzie opon po zimie, przykłada rękę i termometr na podczerwień do kół naczep, które właśnie zjechały z trasy. Tylko że Heniek widzi auto w bazie. Zbyszek był na A4.
Co się dzieje, kiedy nikt nie zauważy
Nie jestem mechanikiem, jestem kierowcą, który prowadzi firmę. Ale po latach z Heńkiem na kanale wiem mniej więcej, co się dzieje. Zacisk, który nie odpuszcza, grzeje tarczę. Tarcza grzeje piastę. W piaście siedzi łożysko, które takiej temperatury nie lubi. Smar się wypala, łożysko zaczyna pracować na sucho, a potem się rozsypuje. Jeśli zestaw jedzie dalej, piasta trze o czop osi, czyli o tę końcówkę, na której cała piasta siedzi.
U Zbyszka tak właśnie było. Mobilny serwis, który przyjechał na parking, zdjął koło i pokręcił głową. Łożysko do wymiany, czop osi zatarty. Z takim czopem nie założy się nowego łożyska i nie pojedzie dalej, bo za sto kilometrów będzie to samo. Najprawdopodobniej zaczęło się od zacisku, który zapiekł się gdzieś w Saksonii. Dowodu nie mam, ale klocki po tej stronie były starte bardziej niż po drugiej.
Gdzie z tym jechać
Naczepa z zatartym czopem nie nadaje się do jazdy. Zostaje holowanie albo demontaż osi na miejscu i zawiezienie jej do warsztatu. Zbyszek zadzwonił do mnie, a ja otworzyłem stronę DAAB-u, warsztatu, z którym jeździmy od lat. Na tamte okolice mają osobną podstronę: regeneracja osi Bolesławiec, z numerem do działu osi i godzinami pracy. W samym Bolesławcu warsztatu nie mają, ich oddział stoi w Kątach Wrocławskich przy tej samej A4, mniej więcej dziewięćdziesiąt kilometrów dalej na wschód, ale klientów z tamtych okolic obsługują normalnie. Dla nas to było po drodze do domu.
Zadzwoniłem do nich jeszcze w środę. Na stronie piszą, że większość napraw osi robią w trzy, cztery godziny od dostarczenia, a jeśli oś dotrze rano, cała naprawa z demontażem i montażem mieści się w jednym dniu. Holownik zabrał naczepę w nocy, w czwartek o siódmej stała pod warsztatem. Zbyszek pojechał do domu solo, na samym ciągniku, i pierwszy raz od lat nie narzekał na nic. Był zmęczony.
Co dokładnie zrobili
Czop osi zregenerowany, nowe łożyska, nowa tarcza, zacisk wymieniony na zregenerowany z ich zapasu, klocki na całej osi. Z zaciskami jest u nich tak samo jak wiosną: regenerują KNORR i WABCO i mają ich na stanie ponad setkę, więc nie trzeba czekać, aż ktoś rozbierze i złoży nasz. Naczepa wróciła do nas w czwartek wieczorem. W piątek rano Heniek obszedł ją dwa razy, z termometrem w ręku, jakby nie dowierzał.
Dla mnie regeneracja osi była do tej pory czymś, co dzieje się u innych, po wypadku albo po wjechaniu w krawężnik. Okazuje się, że wystarczy jeden zacisk i dwieście kilometrów nieuwagi. Dobrze, że czop dało się uratować. Nowa oś to zupełnie inna kwota, a do tego czekanie na część.
Ile kosztuje zwlekanie
Nie podam cen, bo zależą od osi i od tego, co się zniszczyło. Ale porównanie mam teraz z jednego roku. Wiosną u Darka zacisk, klocki i tarcza, naczepa wróciła tego samego dnia. We wrześniu u Zbyszka do tego łożysko, regeneracja czopu, holowanie w nocy i dzień postoju auta, które powinno wieźć ładunek. O tym, ile kosztuje dzień przestoju, pisałem przy miesięcznych kosztach zestawu. Różnica między pierwszą a drugą historią to kilka tygodni pracy jednego auta.
Słyszałem też historie o kołach, które zapaliły się na autostradzie. Dym spod błotnika Zbyszka był bliżej tego, niż chciałbym przyznać. Naczepa z meblami pali się szybko.
Moja lista na jesień
Po tej środzie zrobiliśmy z Heńkiem przegląd hamulców we wszystkich naczepach, drugi w tym roku. Jeden dzień roboty rozłożony na tydzień, bo auta wracały po kolei. Na co patrzyliśmy:
- Osłony gumowe zacisków: czy są całe, czy nie popękały po lecie.
- Grubość klocków na każdym kole i porównanie między kołami tej samej osi.
- Stan tarcz: przebarwienia, pęknięcia, rowki.
- Temperatura kół po powrocie z trasy, ręka Heńka i termometr na podczerwień.
- Luz na kołach przy podniesionej osi, bo łożysko, które zaczyna się psuć, często daje znać właśnie luzem.
Wyszedł jeden zacisk do obserwacji i jedna osłona do wymiany. Nic groźnego. Ale wolę wiedzieć teraz niż w grudniu, na parkingu pod Bolesławcem, w deszczu ze śniegiem.
Co powiedziałem kierowcom
Że zapach spalenizny w lusterku to nie „ktoś z przodu”, dopóki się nie sprawdzi. Że po zjeździe na parking pierwsze, co się robi, to obejście naczepy i ręka przy kołach, jeszcze przed kawą. Zbyszek stał przy tym z założonymi rękami i nic nie mówił. Heniek za jego plecami kiwał głową. Tym razem nikt się nie uśmiechał.
